Pierwszy lot
Zacznijmy od historii: nuda...
Przyjmuje się, że początek rozwoju lotnictwa to rok 1903 kiedy to bracia Wright odbyli pierwszy lot.

Sto lat później podróże samolotem są już powszechnie dostępne.
Jednak loty samolotem mogą być bardzo różne: od lotu wysłużonym samolotem pasażerskim na Kubie czy w Iranie, przez lot awionetką gdzieś daleko w Wietnamie, aż po lot prezydenckim Air Force One.
Przeciętny człowiek (taki jak ja) zwykle lata klasą ekonomiczną, ponieważ bilety na samolot tanie nie są. Dlatego właśnie moja pierwsza podróż w business class zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie.
W lutym 2023 pojechałem w podróż służbową do Republiki Południowej Afryki, do Johannesburga (JNB) do naszego klienta, dużej firmy z sektora finansowego: Absa. Jest to moja pierwsza podróż służbowa po długiej przerwie spowodowanej pandemią. Wiedziałem, że będzie to podróż w klasie biznes, nie wiedziałem jednak czego się spodziewać.
Podróże samolotem są z jednej strony bardzo efektywne, bo samolot porusza się szybko (900-1000km/h), z drugiej strony wiążą się z dużą ilością czekania, a to w poczekalni, a to w kolejce do samolotu czy kontroli bezpieczeństwa.
Czekanie
Czekanie jednak też może być różne, podobnie jak same loty: może to być czekanie w zatłoczonym terminalu lotniska gdzieś w Indiach, albo czekanie w loży pierwszej klasy na lotnisku w Dubaju.
Ogólnie rzecz biorąc, całe doświadczenie może być albo uciążliwe, albo mało uciążliwe, albo nawet przyjemne. Stąd pojęcie klasy: od Economy aż do First. Co ważne, klasa dotyczy nie tylko samego lotu, ale też wszystkich pobocznych elementów podróży takich jak czekanie czy kontrola bezpieczeństwa.
W moim przypadku podróżowałem klasą Business, czyli zdecydowanie powyżej Economy, i niedaleko od First. Ponieważ to mój pierwszy raz, postanowiłem opisać moje doświadczenia i obserwacje.
Poznań nie ma dobrych połączeń lotniczych ze światem, dlatego w mojej podróży konieczna była przesiadka, a jedyne sensowne połączenie oferowała Lufthansa. Cała podróż miała trwać ok. 17-20 godzin. Co ciekawe, wariant z dwiema przesiadkami okazał się krótszy o dwie godziny, niż wariant z jedną przesiadką (która miałaby trwać aż osiem godzin). Ten wariant właśnie wybrałem, mimo że jest mniej intuicyjny (i potencjalnie mniej ekologiczny): pierwsza przesiadka w Monachium (MUC), druga we Frankfurcie (FRA).
Poznań Ławica nie jest dużym lotniskiem, a trasa pierwszego lotu była krótka, dlatego lot odbywał się za pomocą niewielkiego samolotu regionalnego. Podobnie drugi lot (między MUC a FRA) - też regionalny, a więc i samolot niewielki. Dopiero trzeci lot (prawie jedenaście godzin między FRA a JNB) odbywał się dużym Boeing 747-8.
Taki rozkład lotów był dla mnie korzystny też dlatego, że wrażenia były stopniowane: business lounge na niewielkim lotnisku w Poznaniu to nic w porównaniu z odpowiednikami na najlepszych lotniskach świata. Niemniej jednak mogłem dzięki temu poznać jak to działa i jak w ogóle korzystać z tych dobrodziejstw.
Przyjechałem na lotnisko w Poznaniu z moim biletem business class, nadałem bagaż na stanowisku obsługi priorytetowej (omijając wielką kolejkę dla klasy ekonomicznej) i prawdę mówiąc nie wiedziałem dokąd iść do kontroli bezpieczeństwa, bo brakowało oznaczeń dla business class, a bramka do szybkiej odprawy była zamknięta.
Zostałem skierowany do osobnego wejścia z napisem VIP. Tym sposobem ominąłem już drugą wielką kolejkę, bo tu w terminalu VIP nie było nikogo.
Kontrola przeszła gładko, i przeszedłem do business lounge. To trochę jak restauracja w hotelu na wakacjach all inclusive: dużo potraw i napojów dostępnych w cenie (czyli bez opłat). Można siedzieć wygodnie, napić się wina, coś zjeść, bez ograniczeń.
Lot pierwszy: LH1637 POZ-MUC (CRJ900)
Klasa biznes to przód samolotu, w tym samolocie pierwszy rząd ma tylko dwa miejsca po lewej (bo po prawej jest toaleta), drugi rząd ma 2-2, a dalej reszta miejsc w układzie 2-2 czyli klasa ekonomiczna (w mniejszych samolotach podział na klasy jest prostszy, jest mniej klas). W tak małych samolotach jak ten pierwszej klasy nie zauważyłem w ogóle, a klasa business jest oddzielona od economy tylko dyskretną zasłonką. Miałem miejsce w drugim rzędzie, za moim siedzeniem była zasłonka a dalej klasa ekonomiczna.
Zasłonka
Samolot wystartował o czasie, wszystko zgodnie z planem. Lot miał trwać około godzinę, ale nawet na tak krótkim locie w klasie biznes możemy liczyć na posiłek i napoje bez ograniczeń.
Gdy przyszła pora posiłku (dla klasy ekonomicznej jest chyba tylko przekąska i woda w cenie, albo nawet nic), przyszła do mnie pani z tacą, zasłoniła zasłonkę oddzielając nas od klasy ekonomicznej i podała mi posiłek, zaproponowała napoje.
To był bardzo krótki lot a więc możliwości w zakresie posiłków też ograniczone. Niemniej posiłek był wysokiej klasy: świeża, ciepła bułeczka z nasionami, masło, delikatna wędlina z wołowiny, twarożek, piklowane warzywa, do tego deser: pianka z owocami, całość podana na porcelanie, do tego metalowe sztućce.
Stewardessa, w wieku ok. 55 lat, miła, uśmiechnięta, obsługa na wysokim poziomie ("Czy coś jeszcze podać? Może kawka, herbatka?" itd.). Myślałem, że mnie tu rozpieszczają, ale jak się potem okazało, to po prostu taki standard obsługi w tej klasie.
Może to są drobiazgi, ale na mnie takie rzeczy działają, sprawiają, że podróż jest przyjemniejsza.
Gdy wylatywaliśmy pogoda była pochmurna, teraz jesteśmy nad chmurami, a więc jest słonecznie, w dole chmury, a ja sobie siedzę i zajadam bułeczkę z doskonałą wędliną... żyć nie umierać!
Lotnisko w Monachium (MUC)
Po wylądowaniu w Monachium bez problemu trafiłem do business lounge, na wejściu wystarczy zeskanować kartę pokładową lub kartę klubową.
W środku duża przestrzeń, sporo miejsc do siedzenia, jedzenia, stania, picia kawy, relaksowania się, pracowania (poważnie: są tu normalne miejsca do pracy, jak w biurze).
Duży wybór jedzenia (samoobsługa): sałatki, kilka dań na ciepło, różne przekąski, precle, kilka rodzajów piwa, wina, alkoholi, desery, dostępne są też żelki Haribo, różne rodzaje.
Do dyspozycji wifi, gniazdka, drukarka, dzisiejsze gazety do poczytania, salka konferencyjna, prysznice.
Cisza, mimo, że dużo ludzi, wszyscy siedzą i pracują albo rozmawiają na Skype. Na ścianach telewizory z wiadomościami ze świata (np. BBC News), ale bez dźwięku, fonii.
Jest tu cicho również dlatego, że nie ma tu żadnych komunikatów o zagubionym bagażu czy nadchodzącym wylocie samolotu - trzeba samemu pilnować godziny, aby zdążyć na swój samolot (jest tablica odlotów na ścianie oczywiście).
Ciekawe jak duży jest poziom zaufania w tych okolicznościach - przykład: siedzi pani w sektorze pracy biurowej, na biurku laptop, telefon, ładowarka, talerz z jedzeniem, kieliszek, torebka, plecak. I pani idzie do toalety (czy gdziekolwiek) i zostawia to wszystko (łącznie z telefonem!), po jakimś czasie wraca. Wszystko gra. Czy to normalne?
Albo: facet z laptopem, wielkie słuchawki na uszach, akurat ma calla, ale wino mu się skończyło, więc co: laptop do ręki, i idzie po winko nie przerywając rozmowy, rubasznie się do tego śmiejąc na całą salę (ale jest na callu więc ok, tylko ludzie na callu go słyszą nie?).
Ogólnie taki jakiś spokój i luz tu panuje, nikt nie biega w panice, nikt nie krzyczy... a, już rozumiem: tu nie ma dzieci! To wiele wyjaśnia.
Śmiesznie to trochę wygląda bo my tu na górze w business lounge popijamy prosecco a tam na dole chaos i walka o miejsce w kolejce do odprawy i o wózek do bagażu (przesadzam oczywiście, ale coś w tym jest, niewidzialna (bo szklana) bariera oddziela nas od tych mas ludzi, którzy lecą klasą ekonomiczną (bo sami zapłacili za bilet a nie firma).
Zdałem sobie też sprawę z tego rozgraniczenia: co innego jest mieć dostęp do business lounge na lotnisku (można wykupić jednorazowy wstęp lub specjalną kartę, a co za tym idzie można korzystać z business lounge nawet gdy się leci klasą ekonomiczną) a co innego latać klasą biznes. To co daje business class na lotnisku to jedno, ale to co daje w czasie lotu to coś zupełnie innego.
Ale o tym mam się przekonać dopiero na ostatnim segmencie dzisiejszej podróży. Na razie, na krótkim godzinnym locie do MUC to była tylko namiastka, teraz na locie do FRA będzie pewnie podobnie, ale największa różnica będzie na prawie jedenastogodzinnym locie do JNB.
Ciekawe jest to jak dla wielu ludzi to miejsce (business lounge) jest czymś zwyczajnym, codziennym, nie robi to już na nich wrażenia i pewnie zaczynają dostrzegać drobne niedociągnięcia (które oczywiście są, można się przyczepić do paru drobiazgów, ale ogólnie jest to (dosłownie) poziom wyżej niż cała reszta). Dla mnie jednak jest to coś wyjątkowego, żeby na przykład mieć możliwość wziąć prysznic między lotami. Niby drobiazg, ale jednak. Tak samo w samolocie: doceniam takie szczegóły jak metalowe sztućce, najwyższej jakości jedzenie, wyjątkową obsługę. Ale dla kogoś, kto tak lata codziennie to faktycznie, może to być nudne, a nawet niewystarczające.
W tej chwili siedzę w business lounge na lotnisku MUC, podobno tu jest lepiej niż na lotnisku FRA - sprawdzę, może tam przetestuję prysznic?
Lot drugi: LH117 MUC-FRA (Airbus A320)
W samolocie A320 business class wygląda chyba tak samo jak klasa ekonomiczna z tą różnicą, że w układzie siedzeń 3-3, środkowe miejsce jest wolne, więc jest trochę więcej swobody. I jedzenie lepsze, ale jeśli chodzi o standard siedzeń, to są takie same jak reszta.
W moim drugim locie jedzenie na tym samym wysokim poziomie, ale już bez rozpieszczania bo tutaj w biznes klasie jest 28 pasażerów a nie jeden (ale na tych 28 pasażerów przypada minimum dwie osoby obsługi, czasem trzy, także obsługa jest szybka, sprawna i dyskretna).
Za oknem już ciemno, bardzo czerwony zachód słońca, straciłem poczucie czasu i przestrzeni, jestem w innym świecie.
Za chwilę lądowanie we FRA i będę sprawdzał kolejne business lounge, może wezmę prysznic?
To, co Lufthansa ma dobrze zorganizowane to te wszystkie pozornie drobne czynności które zajmują czas ale są niezbędne gdy samolot ma lądować/startować. Przykładowo, jak samolot wyląduje i zaparkuje to potem trzeba wykonać milion czynności zanim będzie można wreszcie wysiadać. Są to czynności typu: podłączenie prądu, zablokowanie kół, przygotowanie schodów, otwarcie drzwi, itd. Po przylocie z MUC do FRA wszystkie te czynności zajęły nie więcej niż 5 minut, bardziej 3, nie sprawdzałem dokładnie, ale ledwo wylądowaliśmy - już można było wysiadać (a ponieważ przód samolotu to 'lepsze' klasy to wysiadać można prawie natychmiast po otwarciu drzwi). Co więcej, dzięki istniejącej infrastrukturze na lotnisku można przejść z samolotu do terminala suchą stopą, niezależnie od pogody (tzw. rękaw, czyli ruchomy korytarz, który jest podłączany do samolotu po wylądowaniu).
To był bardzo krótki lot, tak krótki, że nie było czasu na delektowanie się tym deserem czy szyneczką - jadłem sobie spokojnie i byłem ostatni, zupełnie jak za dawnych lat w przedszkolu. Potem szybko-szybko, bo zaraz lądowanie. Nic dziwnego, gdy cały lot trwa mniej niż godzinę.
Lotnisko we Frankfurcie (FRA)
Lotnisko FRA to baza Lufthansy, duże lotnisko międzynarodowe - widać to po ludziach i tablicach odlotów. Duże, to znaczy, że jak poszedłem do business lounge (uważnie nawigując, żeby przypadkiem nie trafić do senator lounge czy jakiegoś innego lounge), to okazało się, że poszedłem nie do tego business lounge co trzeba - bo jest ich (rzecz jasna) więcej niż jeden. Zostałem pokierowany przez niezbyt miłą panią przy wejściu do innego business lounge ("nie ten business lounge, tamten, tam pan idź, o, tam"), i w końcu trafiłem do właściwego (tu pan na wejściu był miły). Okazuje się, że to jest taki system: ten business lounge jest dla tych lotów, tamten dla tamtych, a ten trzeci to jeszcze co innego.
Dobre jest to, że wejście 'do' jest na podstawie karty pokładowej, więc nie ma mowy o pomyłce, trafiamy do 'odpowiedniego' business lounge. Jest to o tyle istotne, że czasem wejście do business lounge może być jednokierunkowe, i wyjść można tylko w stronę bramki i samolotu (w skrajnych przypadkach można się cofnąć ale może to oznaczać konieczność przejścia przez security ponownie).
No więc ten mój business lounge to jest dla takich bardziej dalekich lotów z tego co widzę na tablicy: Szanghaj, Kapsztad, Singapur, i co ciekawe nie ma tych lotów za wiele na tablicy, tylko pięć, a ludzi całkiem sporo - ma to sens - daleki lot = duży samolot = dużo ludzi, więc mało lotów się 'mieści' w jednym business lounge. Z drugiej strony, krótkich lotów jest więcej, ale odbywają się mniejszymi samolotami, więc suma summarum wychodzi tyle samo (czyli dużo) ludzi. Więc i tak by się nie zmieścili w jednym business lounge. Więc ma to sens. Ale to tylko moje przypuszczenia, od tego są eksperci - podoba mi się, że jest tu tak cicho i spokojnie. I jedzenie jest. I alkohol, jak ktoś lubi. Nie warto się objadać, to walka z góry przegrana, nie ważne ile zjesz, zaraz tego jedzenia będzie dwa razy więcej. Wypijesz trzy butelki prosecco? Przyniosą kolejne osiem. Więc lepiej podejść do tego na spokojnie.
Myślę, że o to właśnie chodzi w tych całych business lounge: o ten spokój i brak stresu przed podróżą... ale nie odlatuj za bardzo bo prześpisz wylot i nigdzie nie polecisz - tu nie ma komunikatów z głośników, samemu trzeba pilnować (ale dzięki temu jest cisza, coś za coś).
Cały czas piszę 'business lounge' nie dlatego, że się chwalę, tylko dlatego, że nie znam polskiego odpowiednika, nawet nie wiem czy istnieje. Mogłoby być 'loża biznesowa', ale w loży się głównie zasiada a tu można robić też inne ciekawe rzeczy. Poczekalnia? To bardziej pachnie jak PKP. Salonik brzmi groteskowo. Nie mam pomysłu. Pewnie dlatego w Polsce też mówimy (a właściwie piszemy bo wymówić tego nikt nie potrafi) business lounge. I fajnie, bo to jeszcze bardziej podnosi rangę, takie zagraniczne, z importu, lepsze.
Zjadłem curry z kurczaka z ryżem (pyszne, niewyszukane danie), dopijam prosecco (właściwie wino różowe, ale kto tam się zna) i idę dalej szukać przygód. Lot dopiero za dwie godziny, może prysznic i trochę popracuję?
Oczywiście nie jest tu idealnie, jak ktoś z bliska spojrzy to znajdzie, a to brudny stolik, a to krzywe krzesło, jednak podejrzewam że gdyby to przeliczyć na te tysiące pasażerów, którzy tu się przewijają każdego dnia, to liczba takich drobnych usterek jest pewnie w normie.
Cały ten business lounge to taki lotniskowy all inclusive - te wszystkie rzeczy, które tu są dostępne nie są jakieś nadzwyczajne, można je kupić w innych częściach lotniska, każdy może. Ale jednak jakoś spokojniej jest gdy można po prostu wejść i z tego wszystkiego korzystać bez zastanawiania się co ile kosztuje, tak po prostu.
Fascynująca jest ta cisza, człowiek jest kompletnie odcięty od świata, zamknięty w tej bańce luksusu, relaksu, dobrostanu i dobrobytu, a gdzieś tam, na zewnątrz toczy się życie, toczy się dalej, tym samym zawrotnym tempem co zawsze, nawet samoloty nadal latają, i to zgodnie z rozkładem! Trzeba na to uważać, bo w tym całym relaksie można przegapić swój lot.
Za 15 minut boarding (znów brak polskiego odpowiednika), zjem jeszcze krem z selera z olejem orzechowym i lecę, długa podróż przede mną. Naprawdę. Lot będzie trwał ponad 10h, to nie żarty.
Właściwie to powinien być obowiązek prysznica w business lounge, no bo jak prysznic jest dostępny to sorry, nie ma wymówki, żeby być nieświeżym.
Śmieszne jest to jak w niektórych 'częściach wspólnych' lotniska mieszają się ludzie z Business Class i reszta, niby wszyscy równi, ale przy bramce to już nie.
Lot trzeci: LH572 FRA-JNB (Boeing 747-8)
Jak przed kolacją na stoliku ląduje (hehe) biały obrus to wiesz, że żarty się skończyły.
Posiłki w Business Class to poważna sprawa. To nie posiłki, to całe ceremonie.
Ale nie zwlekaj, nie czekaj, działamy według planu, nie opóźniaj, na luzie, ale lepiej żebyś skończył na czas bo potem zamieszanie z tymi talerzami itd. Ale na spokojnie, zrelaksuj się. Czy coś podać?
Kolacja w samolocie na białym obrusie. Coś wyjątkowego. Dużo miejsca, o wiele więcej niż w klasie ekonomicznej. Ogromny samolot, przed posiłkami przeglądam menu z dostępnymi opcjami. Jak w restauracji!
Na wyposażeniu są słuchawki AKG n60nc (z aktywną redukcją szumów). Można obejrzeć film, można posłuchać muzyki, jest ekran, sporo filmów i seriali do wyboru. Sterowanie pilotem lub dotykowo.
I kiedy tak popijam szampana na tym białym obrusie, mknąc przez przestrzeń 900km/h, dziesięć kilometrów nad ziemią, ogarnia mnie trochę melancholia, smutek, bo mam świadomość, że jak ta bajka się skończy, że jak wysiądę z samolotu, to skończy się też Business Class i zacznie się codzienna praca 😅
Ale póki co cieszmy się tym co nadejdzie:
Najpierw, na rozgrzewkę: filet z łososia marynowany w syropie klonowym z sosem marchewkowo-sezamowym i chrzanowym Crème Fraîche.
Następnie danie główne: wybrałem krewetki królewskie z sosem z homara, waniliowym puree z kalafiora, szpinakiem i placuszkami z dyni (szkoda mi tego homara, mam nadzieję, że miał dobre życie). Trochę się obawiałem tej krewetki... czy będę umiał ją zjeść? Czy będzie w całości, z nogami i pancerzem? Co wtedy? Ale niepotrzebnie się martwiłem, bo moje preferencje (vegetarian) zostały odnotowane i jest dla mnie posiłek specjalny', także po rozgrzewce z łososia przyjdzie kolej na mniej zwierzęce danie główne - ciekawe co to będzie, pewnie to co w menu było do wyboru.
Na deser: Tarta czekoladowa Gianduia z kompotem wiśniowym, kruszonką i pistacjami (powinni też dawać słownik albo objaśnienia do tych wszystkich dziwnych, obcych słów).

W Business Class działa zupełnie inny system podawania posiłków niż zwykle (tzn. inny niż w klasie ekonomicznej), bardziej restauracyjno-kelnerski niż "jadę z wózkiem i wydaję tacki" - więcej roboty, bo z każdą tacą trzeba biegać osobno, ale doświadczenie i obsługa jest na najwyższym poziomie.
Po kolacji, po deserze, po tych wszystkich atrakcjach - czas spać.
Siedzenia w Business Class rozkładają się do całkowicie płaskiego, długiego prawie na dwa metry łóżka. Jest kocyk, jest miękki podkład jeśli komuś za twardo na siedzeniu, jest poduszka, zatyczki do uszu i oczu, wszystkie niezbędne przybory toaletowe, w tym szczoteczka i pasta do zębów, płyn do płukania ust, itd.
6:00 rano
Po porannej toalecie czuję się zdecydowanie odświeżony. Nie jest to co prawda pełnowymiarowy prysznic jak w niektórych samolotach w pierwszej klasie, ale i tak, przybory i środki higieny są wystarczające, żeby się odświeżyć po pół-przespanej nocy i przed zbliżającym się śniadaniem.
Wysoka kultura w samolocie: mimo, że niektórzy już się obudzili i wstali, większość zasłon okiennych jest zamknięta, i we wnętrzu jest raczej ciemno, bo wielu z nas nadal śpi. Pomagają w tym osłony na oczy, jak te dla konia, tylko lepsze. Niezależnie od tego, cały samolot budzi się powoli ze snu. To znaczy nie cały, tylko pasażerowie.
6:40
Oho, czas rozłożyć stolik, bo zbliża się biały obrus - karuzela rusza na nowo. Uprzejma stewardessa pamięta, że zaznaczyłem opcję vege i przyniesie zaraz mój 'special meal', cokolwiek to jest. Nie jestem wybredny, mógłbym zjeść normalny 'meal', niezależnie od tego co to będzie, będzie zapewne bardzo dobre. Podobnie jak w indyjskiej restauracji albo w Japonii: cokolwiek zamówisz to pewnie będzie dobre. Ale dbamy o jakość naszych usług, więc jeśli okaże się, że mój 'special meal' jednak mi nie pasuje, to mam dać znać i dostanę coś innego, żaden problem. O, i jest świeża bułeczka typu bawarskiego, taka brązowa z solą. Do wyboru jest też mini croissant i inne bułki - wszystko świeże, jeszcze ciepłe.
Zastanawiałem się jak to działa: jesteś w samolocie, jesteś w ubraniu, a potem jest czas spania, to co, przebierasz się w piżamę? Z tego co tu obserwuję, pasażerowie radzą sobie na różne sposoby: jedni siedzą przez cały lot, trochę śpiąc na siedząco (mimo, że mogą się położyć!), inni rozkładają sobie łóżko, ścielą, układają, po prostu przygotowują posłanie do snu. A reszta jest gdzieś pomiędzy. Niektórzy się przebierają, inni nie. Chodzą na boso, myją zęby, zmywają makijaż, nakładają kremy, takie tam, zwyczajne czynności przed snem. I to wszystko w metalowej puszce, na wysokości 11km (nie przesadzam: 38.000 stóp), z prędkością 900 a czasem 1000km/h. Zresztą policzcie sami: 9000km w 10h.
Spanie w samolocie jest dziwne. szczególnie jak się leży, praktycznie jak w normalnym łóżku. Ale jednak wymaga pewnej wprawy, wymaga praktyki. Jak na pierwszy raz poszło mi nieźle, ale dokuczało mi suche powietrze, katar jakiś, i ogólny dyskomfort oddechowy. Następnym razem będę bardziej swobodny, i choć teraz byłem dość swobodny, myślę, że mogło być lepiej, mogłem się ubrać odrobinę cieplej, bo jednak nad ranem chłodno się zrobiło. Zresztą ogólnie klimat w samolocie jest dziwny: niby umiarkowany ale jednak suchy i chłodny. Pod kocykiem nie było tego czuć ale potem nad ranem coś się zmieniło i już za zimno było. Tak czy siak, jestem pewien, że następnym razem pójdzie mi lepiej.
Wszystko w trakcie lotu działa według planu. Nieprzypadkowo najpierw jest kolacja, potem długo nic a dopiero nad ranem (to znaczy dwie godziny przed lądowaniem) śniadanie. No ale to biznes klasa, więc jeśli nie chcesz spać tylko całą noc jeść i pić to oczywiście też możesz, bez ograniczeń, przekąski, kawa, herbata, co tam chcesz. I odwrotnie, jak nie chcesz prawie nic jeść tylko dużo spać, to też możesz: szybka kolacja i późne śniadanie. Natomiast normalny harmonogram jest właśnie taki: najpierw coś do picia, na powitanie, może to być woda, sok, wino, szampan, potem chwila przerwy, następnie przygotowanie do kolacji, potem zwilżony gorący ręczniczek (pomysł skradziony z Japonii oczywiście), później (jak już natłuścisz ręczniczek swoją twarzą) przystawka, następnie danie główne i deser. Po wszystkim rutynowe pytania w stylu czy wszystko dobrze, czy chciałbyś zjeść jeszcze osiem bułek albo chociaż wypić kieliszek szampana, albo czekoladkę (i tak dostaniesz), czy coś jeszcze do picia, i czy zabrać już talerz i obrus i serwetę. Jak już jest po wszystkim, zaobserwować można zwyczajowe wieczorne rytuały, gramolenie się, moszczenie, układanie, przebieranie, zmywanie, nawilżanie i można iść spać. Światła powoli gasną (jak w teatrze! wszystko według scenariusza!).
W tym wszystkim można czasem w ogóle zapomnieć, że się jest w samolocie: nic nie trzęsie, nie czuć żadnego ruchu, nic, słychać tylko jednostajny szum. Czasem lekko buja, jak samolot przelatuje przez nierówności powietrza (co myśleliście, że powietrze jest równe? Nic z tego! Chmury chociażby!).
200km do Johannesburga, zniżanie lotu, za 20 minut lądowanie.
Koniec zabawy.






















































Comments
Post a Comment